Patrząc na jej projekty człowiek natychmiast myśli o formie. Jak kluczowa jest nie tylko w modzie, lecz w całym naszym otoczeniu. Gosia Sobiczewska, założycielka EST by S zawsze dbała o konstrukcję: dopracowaną, zmyślną, a jednocześnie nieprzytłaczającą, by jej projekty nosiło się lekko i przyjemnie. Z pewnością znacie ten stan, gdy ubranie leży tak swobodnie, że przestaje się o nim myśleć. Stapia się z nami, z naszym życiem, aktywnościami, ale też cieszy, bo komfort ten łączy się z takim miłym i wcale nie próżnym (to ważne) odczuciem, że wyglądamy po prostu dobrze. Im więcej takich elementów w szafie, tym lepiej. Te elementy są jak puzzle, na tyle jednak wdzięczne, że do układania na wiele sposobów. Bez względu na układ zawsze można znaleźć sens. Tak też tworzy Gosia, rozbudowując swoją kolekcję, nie ustalając ani początku, ani końca sezonu, nie zamykając się ani na stare, ani na nowe. Tytułowa podróż doskonale obrazuje to podejście. Bo to, co dzieje się po drodze do celu, zazwyczaj jest najbardziej interesujące.
Ta kolekcja nie ma początku ani końca. – tłumaczy projektantka. – Bo końcem nie może być coś, czego jeszcze nie ma. A początek… no właśnie, gdzie jest początek tego co nowe? Kiedy tę pierwszą myśl można nazwać: coś się właśnie zaczęło. W projektowaniu wciąż poszukuję rozwiązań, najlepszych odpowiedzi na własne pytania. I ze zdziwieniem wracam do tego, co już zrobiłam dużo wcześniej. Ale już się temu nie sprzeciwiam, nie buntuję. Z radością i zgodą przyjmuję: ach, to jest moje. Droga, pomysł, kierunek. W sumie wciąż mam to samo uparte konstruowanie w głowie, cięcie i łączenie, prucie i zszywanie, formowanie i dopasowanie.
Za każdym razem, gdy odwiedzam Gosię w jej showroomie, jestem pod wrażeniem efektów wspomnianych poszukiwań. Jej styl da się rozpoznać natychmiast: po kształcie dekoltu, charakterystycznym, niedużym kołnierzyku, sprytnych rozcięciach czy wewnętrznych wykończeniach. A jednak wciąż coś zaskakuje, czasem to wariacja na znajomy temat, a czasem nowa myśl – intrygująca i spójna ze swoimi poprzedniczkami. Nieprzewidywalność i wolność interpretacji i stylizacji – to cechy, dzięki którym ubrania EST by S pozostają w szafach na dłużej. W każdym z nich kryje się niespodzianka, alternatywny sposób noszenia, impuls, by próbować po swojemu, łączyć z tym, co już jest i dobierać tak, by sens pozostał.
Nie zaznaczamy konkretnych punktów na linii czasu i zupełnym przypadkiem jest publikacja tekstu wraz z nadejściem lata, lecz pewne sytuacje i konteksty udało się zatrzymać w kadrach. Tu już po raz kolejny EST by S współpracuje z Mateuszem Motyczyńskim, który uchwycił zarówno projekty, jak i obiekty zgodnie z nimi korespondujące. Efektem jest cykl poniższych zdjęć, o którym fotograf opowiada tak: – Bohaterka wtapia się w otaczający ją pejzaż, czerpie z niego. Sama, ale nie samotna. Sprawia wrażenie, jakby rozmawiała, romansowała z otaczającą ją architekturą, z materią, energią. Szanuje siłę cywilizacji, bo to natura i otaczający świat ją tworzą, a ona – niczym kameleon – upaja się codziennością.
Co urzeka w tych zdjęciach, to spokój i powolność. Ubranie, które sprawia, że każda sylwetka jest jak rzeźba. Na początku zeszłego roku przedstawiałam Wam tu inną sesję EST by S w obiektywie Mateusza i była ona mocno choreograficzna. Dziś łapiemy oddech, zmieniamy tempo i kontemplujemy lato w sposób powściągliwy, acz w żadnym wypadku nudny.

















Art Director i Zdjęcia: Mateusz Motyczyński
Stylizacja: Gosia Sobiczewska
Makijaż i Fryzury: Justyna Szczęsna
Bohaterka: Alicja Czarnik
