Konstrukcja! I to właśnie z wykrzyknikiem. To pierwsza rzecz, o której pomyślałam, gdy oglądałam na żywo debiutancką kolekcję Filipa Bali. Debiutancką pod własnym nazwiskiem, bo projektant ma już doświadczenie, co zresztą widać, choćby w przyjemnym kompromisie, jaki się w jego pracach zauważa. Moda dotyka tutaj życia, nie zapomina ani o sylwetce, ani o komforcie. Wykształcenie w kierunku technologii ubioru jest zauważalne na każdym kroku. I rozwiązania, na które w produkcji zwykle słyszy się szybką odpowiedź: „Nie da się!”. Filip opowiada o kołnierzu marynarki, który wcale nie jest kołnierzem, a tylko go udaje odpowiednią linią. Albo o zaszewce, której nie powinno być, a która zdobi praktycznie każdy egzemplarz stając się swoistym logo. Wynika ona z zamiłowania projektanta do modelowania form odzieży. W bluzkach czy t-shirtach znajduje się na wysokości piersi, w spódnicach i spodniach usytuowana jest z tyłu, tworząc pozór starego dobrego karczka. Dyskretnie uwydatnia kształt sylwetki, nie zniekształca, a tylko odrobinę podkreśla. A zatem: da się!
Kolekcję „Io sono l’amore” projektant nazywa spełnieniem dziecięcych marzeń oraz wypadkową wieloletnich doświadczeń. Tytuł nieprzypadkowy, zaczerpnięty z twórczości Luki Guadagnino i nawiązujący do głównej bohaterki filmu granej przez Tildę Swinton. Złożoność jej postaci projektant przenosi na swoje prace, scalając pragmatyzm i skrupulatność z delikatnością i swobodą. Podobnie jak u Guadagnino pojawiają się wątki architektoniczne. Siłą rzeczy, poszczególne modele budowane są z podobną pieczołowitością. „Tak jak film, kolekcja jest o miłości – fascynacji modą” – dopracowana w każdym punkcie, bezkompromisowa, gatunkowa.
Filip Bala wnosi ogromną porcję świeżości na nasz lokalny rynek. Nie obawia się iść drogą nieco obok, cel stawiając dużo dalej niż w najbliższym sezonie. Jego ubrania mają się nosić długo i szczęśliwie, nie odchodzić wraz z kolejnym mikrotrendem czy trzecim praniem. Ustala on nowe zasady klasyki, śmiało ustawiając się w rzędzie z projektantami, których spojrzenie na modę udziela się odbiorcy i zachęca go do śmielszych poczynań. Eksperymenty nie muszą być awangardowe. Wystarczy odrobinę się wychylić, by poczuć ogromną satysfakcję i radość z ubierania się.








Photographer: Iga Drobisz
Stylist: Katarzyna Mioduska
Hair & Make-up: Paulina Kurowiak
Model: Charlotte Tomas/Model Plus
