Monday Artwork wiosna 2025

Czy warto być oryginalnym? Nie powielać wszechobecnych schematów, tylko tworzyć własny język? Chciałabym, żeby odpowiedź była prosta. Wszak potrzebujemy znajomych i bezpiecznych przestrzeni. Z drugiej strony jest coś fascynującego w nowych, niezgłębionych jeszcze wątkach. Albo zgłębianych dawno temu, utrwalonych na zdjęciach w rodzinnym albumie albo w archiwalnych numerach pism o modzie. Z zachwytem obserwuję ścieżkę, jaką podąża Luiza Kubis, założycielka marki Monday Artwork. Niczym wprawna szachistka przewiduje kilka ruchów naprzód, zostawiając mniej śmiałego przeciwnika w stanie zadziwienia.

Symbolem tego wyzwolenia niech będą marynarki Frank i Florence: jedna dłuższa, druga skrócona, obydwie bez kołnierzyka, z okrągłym dekoltem, rzędem ozdobnych guzików i lamówką. Pudełkowe, z delikatnym tylko taliowaniem. Wydawałoby się, że trudne. Nic bardziej mylnego. Miałam okazję oglądać różne sylwetki podczas prezentacji kolekcji, łącznie ze swoją, i na każdej ten fason się bronił. Intrygując swoją wyjątkowością przy okazji, bo gdy myślimy o marynarce, coraz częściej przychodzi nam do głowy taki ujednolicony, opatrzony (acz wciąż przyjemny) fason. Podobnie z ołówkowymi spódnicami w stylu lat 90. czy topami z baskinką. Albo gorsetowymi sukienkami z obniżonym stanem. Być może niebawem będziemy widzieć ich więcej, póki co stanowią miłe odświeżenie dla oka.

Ulubione fasony zyskały też inkarnacje ślubne w postaci kolekcji „Bridal Edit”. Na białe wersje trzeba nieco poczekać, bo powstają na zamówienie, acz dwa tygodnie wydają się drobiazgiem wobec standardowych terminów odszycia sukni ślubnych. I tak, owszem, suknia również znajduje się w ofercie. Minimalistyczna i romantyczna jednocześnie, gorsetowa, z trapezowym obniżonym stanem. Widzę wyraźnie lata osiemdziesiąte, przepuszczone jednak przez subtelny filtr naszych czasów. I tak niech moda wygląda, bardzo poproszę.

Fot. Łukasz Ziętek
Modelka: Marta Litynska

Leave a Reply