Jest koniec grudnia, mróz, zaraz zapadnie mrok, a ja dzielnie stoję w kolejce po wymarzoną welurową sukienkę. Muszę ją mieć na sylwestra, nie ma innej opcji. Wypatrzyłam, wymarzyłam, tylko w przedświątecznym pędzie zapomniałam kupić, podobnie jak kilkanaście dziewczyn stojących przede mną. Nie, to nie był ten grudzień, lecz grudzień A.D. 1998 i nie butik Undress Code, lecz nieodżałowany Troll, lecz emocje w związku z nową kolekcją niezwykle do siebie zbliżone. Oto przed Wami karnawałowa odsłona projektów polskiej marki Undress Code, która zadebiutowała – uwaga, uwaga – już dziesięć lat temu kolekcją bielizny oraz body, elementu wówczas nieco zapomnianego, lecz z miejsca docenionego. Dziś obok ówczesnej oferty mamy sporo ubrań, codziennych oraz na specjalne okazje, których zapewne w najbliższych tygodniach trochę się znajdzie.
Dlaczego „Touch of Drama”, bo taki kolekcja dostała tytuł, przywołała akurat to wspomnienie? Zapewne chodzi o poczucie wyjątkowości chwili, która zaraz nadejdzie. Choćby to była impreza w kuchni u kumpla, którego rodzice wspaniałomyślnie „zwolnili chatę”. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych my, nastolatki, wciąż byłyśmy zdane na asortyment dość okrojony, jeśli nie z szafy mamy, to ze sklepu indyjskiego, względnie eleganckiego butiku, który z pewnością młodzieży w swoim zamyśle nie uwzględniał. Troll stanowił wybawienie o mocy niemal biblijnej, nagle pojawiło się coś innego, aktualnego i atrakcyjnego. Mającego na względzie poszukującą własnej tożsamości wczesną młodość, lecz nie tylko. Dziś widzę, że chodziło o podejście do projektowania, z jednej strony bliskie modzie, z drugiej serwujące coś wyjątkowego, odróżniającego się od masy. Rok 1998 należał do aksamitu i takież w Trollu wisiały sukienki. Rok 2025 aksamit nam mocno przypomniał, tymczasem w Undress Code ten materiał funkcjonował sobie z sukcesem od lat, czy to w formie kopertowych body, czy śmiało wyciętych wieczorowych sukienek. W najnowszej kolekcji współgra z szyfonowymi przezroczystościami, popelinową bawełną czy drapowanym lyocellem, w głębokich odcieniach czerni i bordo, zapewniając zarówno elegancję, jak i komfort noszenia. Bo, choć mogłoby się wydawać, że specjalna okazja wymaga szczególnej ostrożności, tu żadne wpadki nie mają prawa się zdarzyć. Znów, mogłabym napisać odę do body, cóż to za wspaniała część garderoby.
Motywem przewodnim została kokarda: duża, ozdobna, wiązana pod szyją, zdobiąca dekolt, wieńcząca wycięcie na plecach czy wreszcie figlarnie stercząca na przedzie skróconego t-shirtu. Do kompletu wełniane garniturowe spodnie w kant, długa spódnica bombka lub wąska spódnica maxi, w której mogłaby się zakochać niejedna ikona lat 90., z Carolyn Bessette-Kennedy na czele. „Touch of Drama to hołd dla nowoczesnej elegancji – dla kobiet, które nie potrzebują głośnych gestów, żeby przyciągać uwagę. W Undress Code „drama” oznacza dualność – klasyczną bazę połączoną z nowoczesnym akcentem, siłę, która zawsze idzie w parze z delikatnością” – czytamy w opisie kolekcji. I tak jak welurowa sukienka dodawała wiary w siebie osiemnastoletniej Harel, tak i dziś możemy znaleźć czułe wsparcie w postaci poniższych propozycji.











Zdjęcia: Dorota Szulc
Produkcja: Karol Kotarski
Modelki: Zosia Gajewska, Natalia Siódmiak, Rebeca Bertoldo
Makijaż: Łucja Siwek
Fryzury: Slavko
